Przeglądając strony agencji zajmujących się marketingiem internetowym, często możemy natknąć się na grafiki z certyfikatem Google Partners. Jest to jedna z ważniejszych kart przetargowych firm w negocjacjach z przyszłymi klientami – pytanie brzmi tylko, czy słusznie.

Czym jest program Google Partners

Jest to program dedykowany dla agencji, dzięki którym otrzymują one szereg korzyści, w tym najważniejszą – możliwość posługiwania się certyfikatem programu na swojej stronie internetowej. Status partnera potwierdza, że pracownicy wykazali się aktualną wiedzą i umiejętnościami z zakresu reklam Google (również w określonych specjalizacjach). Agencje należące do programu, poza funkcjami dostępnymi dla każdego użytkownika usługi Google Ads, zyskują również kilka dodatkowych funkcji, które przedstawia tabelka poniżej:

Jak uzyskać status Partnera?

Należy spełnić kilka warunków. Po pierwsze, należy założyć firmowe konto Google Ads i posiadać w nim status mendażera. Dopiero teraz możemy przystąpić do realizowania kolejnych wymagań stawianych nam przez Google.

Jak widzicie, kryteria są 3. Po pierwsze – Certyfikacja. Warto tu wiedzieć, że certyfikat może oznaczać, że tylko jedna bądź dwie osoby w agencji zajmują się reklamami – nie każdy pracownik danej firmy musi zdawać testy certyfikujące. Wydatki mówią nam o minimalnej kwocie, jaka musi zostać przeznaczona na reklamę w ciągu ostatnich 90 dni. Dla statusu zwykłego Partnera, wystarczy 10.000 USD, próg dla partnerów Premium jest wyższy. Wyniki firmy to z kolei bliżej nieokreślone kryterium Google mówiące o tym, jak te wysokie wydatki przełożyły się na zyski waszych klientów. Po spełnieniu warunków i wysłaniu zgłoszenia, musimy czekać na decyzję Google.

Jak uzyskać certyfikat?

Certyfikaty przyznawane są przez Google i ten, który nas dziś interesuje dotyczy usługi Google Ads. Aby przystąpić do nauki, należy założyć konto w Google Academy for Ads i wybrać interesujący nas temat (reklamy Gogole w tym przypadku, choć w języku polskim mamy dostępne jeszcze szkolenia chociażbyz z YouTube czy Analytics, a po angielsku oferta jest jeszcze bardziej rozbudowana.

Chcąc uzyskać certyfikat, należy zdać test z Podstaw Google Ads. Do testu można przystąpić od razu lub po ukończeniu kursu przygotowującego. Na rozwiązanie testu macie 90 minut, pytań jest 65. Aby uzyskać pozytywny wynik, musicie zdobyć minium 80% punktów. W przypadku niepowodzenia, test możecie powtarzać wielokrotnie – raz dziennie.

Dodatkowym warunkiem jest uzyskanie certyfikatu z jednego z pozostałych kursów dotyczących reklam, czyli na przykład z sieci reklamowych lub reklam mobilnych. Możecie do niego przystąpić dopiero po zdaniu certyfikatu z Podstaw, a warunki jego zaliczenia są takie same. 90 minut i próg zdawalności wynoszący 80%.

Warto dodać, że same certyfikaty są zupełnie darmowe, podobnie jak kursy do nich przygotowujące, dlatego są świetnym sposobem na podnoszenie kwalifikacji. Certyfikatami możecie legitymować się jako osoby fizyczne, niezależnie od tego, czy pracujecie w agencji ze statusem Google Partners.

Czy to się w ogóle opłaca?

Z perspektywy klienta, łatwiej zaufać firmie mającej potwierdzenie rzetelności od giganta, jakim jest Google. Z perspektywy wykonawcy… Widzieliśmy świetnie realizowane kampanie prowadzone przez osoby bez statusu partnera, a posiadające chociażby sam certyfikat Google Ads (bo niemożliwym dla nich było spełnienie warunków dochodowych z programu partnerskiego). Widzieliśmy też koncertowo skopane kampanie prowadzone przez Partnerów. Przepalone budżety, nieskuteczne reklamy, konto klienta pozostawione zupełnie bez nadzoru zgodnie z hasłem “jakoś to będzie”.

Jeśli masz wielu klientów lub osoby dysponujące bardzo dużym budżetem reklamowym, a na dodatek obśługa Google Ads sprawia ci przyjemność i uzyskanie certyfikatu nie sprawiło ci większych problemów (przecież jest darmowy, na przeszkodzie stoi tylko wiedza lub jej brak), śmiało staraj się o przyznanie statusu Partnera. W przeciwnym razie, bądź dobrym sprzedawcą i po prostu rozmawiaj ze swoimi klientami.

Najważniejsze jest stałe doskonalenie się. A skoro można to robić za darmo… Nie ma już wymówek 🙂